13 comments on “Proponuję szanownej pani koszyczek

  1. Niestety nie chodzę do najfajniejszych miejsc… zatem może być problem. Poza tym, chyba jednak już nie jestem taka młoda, bo design mnnie nie porywa… i jednak przeraża mnie wizja popijania bez „walki z kwasowością, garbnikami, owocami i beczkami”. Bo co wtedy zostaje?

  2. PS Wczorajsze francuskie nie było złe. Można tak odnieść z wpisu? Chciałam przekazać, że jest przeciętne, do casual drinking, ale nic specjalnego.

  3. Jest linki wyjaśniający qr code, jakby pani chciała wiedzieć. Pewnie pani nie chce no i skoro pani lubi walczyć… co ja mogę?
    Mnie osobiście podnieca wszystko co na tym padole jest bez zadęcia – proste i bezpretensjonalne. Moveable Feast to już zupełnie inna bajka.

  4. Za bardzo skracam swoje wypowiedzi: chciałam zaznaczyć na ile nie jestem „na czasie i w temacie”, bo ani etykieta mnie nie kręci, ani znaczek nic mi nie mówi. Co nie znaczy, że nie sprawdzę. Sprawdzę.

    Walczyć też nie chcę, może napisałam coś, co z braku znajomości tematu może wyglądać jak uwielbienie do świecidełek zamiast klasycznej prostoty. Ale to co czytam w pana poście rozumiem jako postępującą makdonalizację produktu (tak, wiem, wśród takiej sama wybieram to co piję). I to mnie trochę zbiło z tropu. Owszem, zastanawiam się czasem nad aromatem obory lub wilgotnych trocin, ale wydawało mi się zawsze, że te ww. składniki są podstawą. I tu mi się burzy mój światopogląd :)

    Co do książki – nie czytałam, nie mogę się odnieść. Czy chodzi panu o to, że to co opisywał EH to se nevrati?

  5. Raczej chodziło mi o rodzaj,poczucie specjalnej chwili – co tak ładnie opisał Papa.
    Ze względu na ilość, różnorodność, pogodę nic nie jest podstawą. Pewna charakterystyka pozostaje, ale smak się zmienia nawet w obrębie jednego regionu. Myślę, że następuje zmiana marketingu, nie tyle co produktu. Nie istnieje Mcdonaldyzacja – to mit – istniała w latach 80-90 ale teraz chopaki przystosowują się do specyfiki każdego kraju – w Polsce ogórki kiszone w ichnich burgerach są ohydne, kawa jakiś Kronung nie do picia, ciastka smażone na głębokim oleju zamiast pieczone.
    ALE
    F*ucin’ jedyne miejsce na zadupiu gdzie można normalnie zjeść – co mówi dużo o stanie lokalnej gastronomii. Pani wie, że ja bym zabił za prawdziwą nowojorską pizzę z której tłuszcz kapie na prawo i lewo, ciasto jest cieniutkie i składa się wpół.
    No to piszę o czymś prostym codziennym, nie wymagającym myślenia, a dającym przyjemność za niewielką cenę. Bez celebry, koafiury i sztandarów na wietrze, luksusowych klientów i górnej pólki na której gówno w złotku.(to nie do pani).
    Bastards wycofali normalną whisky ze sklepów, nie ma wyboru, ceny podnieśli; tam gdzie stały 4 gatunki jednego producenta jest jeden albo pustka.
    I już więcej nie będę pisał.

  6. Pani koszyczek pyta o definicję „fajnych” miejsc, bo w jednym takim rzekomym ww. trunki owszem są, ale za 45zeta bez „miłego rabatu” na wynos.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s