Co za dużo, to niezdrowo. Tak mawiają mądre głowy ludowe. I nawet jeżeli w przypadku dziesięcioletniej szkockiej whisky Ardbeg z Island of Islay może to być prawdą w kontekście jej domowo/torfowych aromatów, to nadal intryguje i pozostawia ze smakiem obcym pod naszymi słowiańskimi strzechami.
Archiwum kategorii 'Scotch whisky'
Szkocka wędzonka
Idzie Sylwester
reblogged from sextattoosdrugs
Szkocka ze Szkocji
Otwarta na nowo destylarnia Bruichladdich z Isley górująca majestatycznie nad plażą i falami, wypuściła drugą odsłonę tzw. nowoczesnej whisky pretensjonalnie zwanej Cuvee, bezrocznikowej single malt. Jako głownego alkoholika(Production Director) zatrudniła słynnego Jima McEwana z Bowmore, przedstawiając istną armadę butelek z przedziwną whisky. Plotka niesie, że do produkcji Rocks użyto dwie butelki Grenache na beczkę. Tak, whisky jest wykańczana w beczkach po winie, i szampanie, nie tylko po sherry.
Laddie ROCKS ( z tej samej seri WAVES i PEAT) – ciemno czerwona, bez barwników i dosładzaczy smakuje bardzo surowo. Mimo nut owocowych(truskawki?) i jedwabistej gładkości na języku idzie do głowy świetnie i szybko. Daleki posmak dymu i torfu przypomina o jej pochodzeniu. Jedna z nielicznych, która jest dobra z wodą lub lodem – tak też dostosowana strukturalnie.
46% prądu, ok 170 zł, butelka nie nadaje się na tulipana lecz doskonała na teściową gdy wkurzy człowieka po wypiciu - bardzo grube dno.
Pozory mylą
Dzisiejszy poranek zaczęłam od jogurtu z koziego mleka i “soku” jabłokowego…. Aspall Dry Premier Cru (£1,99).
Bardzo wytrawny i wyważony, a w dodatku ma ładną etykietę. Fotkę mam tylko z pubu, ale butelkę na pewno można gdzieś wygóglać. Pokręciłam się jeszcze tu i tam, kupiłam to i owo – między innymi znowu butelkę cydru Aspell, tym razem delikatnie i dyskretnie zabarwionego smakiem likieru z jeżyny (£2,70). Wesołe bąbelki w sam raz jako przekąska tuż przed security control. Biegnąc do bramy zdążyłam zapłacić za Bowmore (£26).
Już na pokładzie stwierdziłam, że to nie jest ta delikatna i łagodna wersja, którą miałam szczęście poznać przy innej okazji, ale niemniej przyjemnie gryzie w język. Dwa, trzy łyki i mogłam się odprężyć i szybko zapaść w drzemkę. Nie na długo, bo za chwilę rozpoczęło się roznoszenie pysznych snaków. Z “pysznej” brytyjskiej bułki zrezygnowałam, ale za to nie omieszkałam poprosić raz (i dwa) o białe wino (1470pln). Na szczęście było wystarczająco schłodzone i nie musiałam skorzystać z przyniesionego lodu.
Czy zachodzi jakaś specjalna reakcja gdy wlewa się białe wino do plastykowego kubeczka? Nie wiem, ale przy pierwszym łyku wydawało mi się, że poczułam bąbelki. To wrażenie minęło, a pozostał miły smak – bez fanfarów, ale gdyby wino w sklepie nie przekraczało 25zł, to może bym kupiła.
Dalej, na znajomym gruncie, nadal w poszukiwaniu nieznanego, trafiłam na kolejne pszeniczne, tym razem z Austrii (5,60pln). Jasny kolor zapowiadał lekkie doznania i tak faktycznie było. Ale proszę nie mylić delikatności z wodnistością.
A w tym momencie właśnie spłynęła po gardle ostatnia kropla Czarnego Smoka (kuzyna innego smoka) ze stajni, tfu, browaru Fortuna.
Ale to już próbowałam tutaj. Dodam tylko, że piwo jest ciemne i podpalane o korzennym smaku. Na szczęście nie jest “ciężkie” i nie przytłacza jak inne z gatunku.
Ale teraz już dobranoc! Jutro (dziś) kolejny dzień. A rano trzeba iść biegać…
PS. Oceny: cydr 4½, Bowmore 3½, Edelweiss i Czarny Smok 3, wino 2½.
PPS. Zapomniałam o piwie marcowym, które sobie stało w lodówce i czekało na mój powrót – podziw i uznanie dla drugiego użytkownika lodówki, że się ostało. Piwo marcowe, pełne, ciemne z Bierhalle.













poPili i gadają