Archiwum kategorii 'ocena: 4½ kieliszka'
Mój pieseczek też lubi
Indyjsko Blade Piwo
Nikt nie pije
Wszyscy opanowani przez wredną katolicko-prawicową abstynencję. Zombie na ulicach. Sukienkowi drą się z ambon o trzeźwość w Rodzinie. Bóg Honor Ojczyzna i Pół Litry – powstań ludu ziemi, powstańcie, których dręczy pragnienie! Pieprzyć rządowe programu trzeźwości. Napijmy się bracia i siostry! Świetlany zwid alkoholowy przed nami!
Chociaż se popatrzcie proboszczowi na złość:

(wkrótce relacja z dni wina zaczynających się mszą – ale jaja)
God save the beer
“Schwyć mnie nim zniknę, nim przepadnę”… Weź mój pomarańczowy brąz do ust, poczuj słód, chmiel z pól angielskiej wsi, słodycz karmelu, gorycz łez skazańca w Tower. Przygotuj się na spełnienie lekkie, jedwabne jak para rękawiczek księżnej Nu Yorku. Odmaluj piękną pianą ostatnie drgawki kochanka. Spłyń do mojego gardła wodospadem Wiktorii obiecując i spełniając w tej samej chwili piwny orgazm.
Potem papieros, to już rutyna…
Warzone przez Fuller Smith & Turner PLC UK. Extra Special / Strong Bitter (ESB), 500ml butelka(więcej niż US pint, mniej niż royal pint, polskie pólitry), 5.90% prądu, drogie jak cholera do dostania w Almie albo na internetach.
ALE ileż jeszcze kochanek czeka, ileż chwil słodowo-chmielowych, jest po co żyć…
lanse afrikaanse

płyn pożywny i gęsty jak krew Zulusa, ciemny jak jego wątroba, a jednak — lekki jak stopa biegnąca przez busz.
Marcel de Reuck z roku 2004, Syrah z RPA, do kupienia za jedyne pół stówki u pewnej Pani na warszawskim Żoliborzu, która wśród Afrykańczyków przeżyła kilkanaście lat.
wypity tak dokładnie, że został ino korek i nieco koloru w prześwicie.

Szkocka z Japonii
Pisałem już o niej na innym blogu w innych czasach, ale akurat poczta dostarczyła kolejną butelkę więc dlaczego nie powtórzyć, szczególnie po 2 głębszych. 12 letnia single malt Yamazaki (jest jeszcze 10 letnia – 100zł w Auchanie, 18 letnia – gorsza w smaku według mojego podniebienia, zbyt droga Hibiki z filmu “Między Słowami” i mieszana, której nie piłem). Dwunastka wygrała pierwsze miejsce jako najlepsza nieszkocka Szkocka whisky w 2007 International Spirits Challenge w Londynie. Alleluja brother i skrzynka whisky.
Toffi, toffi, toffi. Waniliowe. Miód, może trochę anyżu, odrobina torfu. Jedwabista, żywa, pełna i bogata w ustach. Pozostawia lekko pestkowy posmak. Jedna z moich ulubionych, niestety trudna do dostania w okolicy.
43% prądu, złoto-bursztynowa, do spróbowania za 27zł. Wirtualna wycieczka po angielsku – tutaj.
Pozory mylą
Dzisiejszy poranek zaczęłam od jogurtu z koziego mleka i “soku” jabłokowego…. Aspall Dry Premier Cru (£1,99).
Bardzo wytrawny i wyważony, a w dodatku ma ładną etykietę. Fotkę mam tylko z pubu, ale butelkę na pewno można gdzieś wygóglać. Pokręciłam się jeszcze tu i tam, kupiłam to i owo – między innymi znowu butelkę cydru Aspell, tym razem delikatnie i dyskretnie zabarwionego smakiem likieru z jeżyny (£2,70). Wesołe bąbelki w sam raz jako przekąska tuż przed security control. Biegnąc do bramy zdążyłam zapłacić za Bowmore (£26).
Już na pokładzie stwierdziłam, że to nie jest ta delikatna i łagodna wersja, którą miałam szczęście poznać przy innej okazji, ale niemniej przyjemnie gryzie w język. Dwa, trzy łyki i mogłam się odprężyć i szybko zapaść w drzemkę. Nie na długo, bo za chwilę rozpoczęło się roznoszenie pysznych snaków. Z “pysznej” brytyjskiej bułki zrezygnowałam, ale za to nie omieszkałam poprosić raz (i dwa) o białe wino (1470pln). Na szczęście było wystarczająco schłodzone i nie musiałam skorzystać z przyniesionego lodu.
Czy zachodzi jakaś specjalna reakcja gdy wlewa się białe wino do plastykowego kubeczka? Nie wiem, ale przy pierwszym łyku wydawało mi się, że poczułam bąbelki. To wrażenie minęło, a pozostał miły smak – bez fanfarów, ale gdyby wino w sklepie nie przekraczało 25zł, to może bym kupiła.
Dalej, na znajomym gruncie, nadal w poszukiwaniu nieznanego, trafiłam na kolejne pszeniczne, tym razem z Austrii (5,60pln). Jasny kolor zapowiadał lekkie doznania i tak faktycznie było. Ale proszę nie mylić delikatności z wodnistością.
A w tym momencie właśnie spłynęła po gardle ostatnia kropla Czarnego Smoka (kuzyna innego smoka) ze stajni, tfu, browaru Fortuna.
Ale to już próbowałam tutaj. Dodam tylko, że piwo jest ciemne i podpalane o korzennym smaku. Na szczęście nie jest “ciężkie” i nie przytłacza jak inne z gatunku.
Ale teraz już dobranoc! Jutro (dziś) kolejny dzień. A rano trzeba iść biegać…
PS. Oceny: cydr 4½, Bowmore 3½, Edelweiss i Czarny Smok 3, wino 2½.
PPS. Zapomniałam o piwie marcowym, które sobie stało w lodówce i czekało na mój powrót – podziw i uznanie dla drugiego użytkownika lodówki, że się ostało. Piwo marcowe, pełne, ciemne z Bierhalle.
z biedronką po francusku

w końcu trafiliśmy na biedronkę (a pochowane jakieś po krzakach i trudno z samochodu dostrzec…
zamiar był nabycia portuglaczyka jakiegoś w przyzwoitej cenie (i to się udało, ale jeszcze stoi przyciśnięty korkiem), wyszliśmy z francuzem i włochem (ten ostatni dla porównania – złotówkę tańszy niż w Lidlu)
Francuz urzekł nas swoim charakterem (zazwyczaj wystrzegamy się kupowania win produkowanych w kraju, gdzie chłop ślimakowi nie przepuści, bo drogie i takie sobie) i smakiem (tak jak piszą – nienarzucające się intensywnością swoją porzeczki i nuta wanilii).
Wymaga lekkiego napowietrzenia
zawartość butelki została pochłonięta w tempie błyskawicznym – tak smaczne, że trudno się było powstrzymać
ok 12 zł (paragon zgubiłem) – no drogo, ale ceny swojej warte
(a ten talerz opustoszał z chińskiego makaronu z robakami, brokułami i czerwoną papryką z masakryczną ilością czosnku i cebuli – “gotowanie na winie” =co się w lodówce nawinie pod rękę)
włoski na przełyku
To jest tak dobre, że nawet doświadczyliśmy braków w zaopatrzeniu – ostatnio brakowało w sklepie, trzeba się będzie zorientować czy zapasy odnowione.
8,99 zł za butelkę. Cena rozwala.
Mocno owocowe, mocno wyraziste, ale bez cienia bejcy. Piszą na odwrocie, że do pikantnych potaw, może być, choć piłem to na sucho (dobrze nawadnia zieleninę) to pewnie z wyrazistymi serami będzie się również dobrze komponowało.
(do kupienia w sklepie na L)
dajemy 4 kieliszki (i pół a co!)
żeby nie było tak różowo…. Kupiliśmy różowe, no kaprys taki, generalnie to ni pies ni wydra, coś na kształt świdra – różowe wino – wynalazek
ale dobra, od czasu do czau palma odbija i człowiek robi różne głupoty
to pełna głupota
wyrażny smak białego (kiepskiego) wina, którego nie da sie zabić lodówką, wodą i cytryną.
brrrrr – 9,99 poszło na zmarnowanie (znaczy flaszka została opróżniona ale….)
zero kieliszków
Krótko bo gorąco. Wytrawny Tokaj pod marką stuletniej restauracji w Budapeszcie, wytwarzany przez winnicę Bomboly w Mád.
Gruszka, gruszka, gruszka. Potem trochę minerałów z końcówką typu Campari. Do gołąbków, ryb na ostro, suszonej szynki – czyli do węgierskiej kuchni – 100% terroir.
Doskonałe wino na lato, dobre do leżakowania.













poPili i gadają