Archiwum kategorii 'ocena: 2½ kieliszka'

31
sty
12

kto szuka, ten znajdzie

Niekoniecznie obiekt porządania (znowu przesadzam), ale w każdym razie coś. Pojawiła sie kolejna recenzja win tureckich, tym razem trochę spóźnony (hellooooł!) opis bąbelków. Ucieszyłam się, bo charakterystyczną etykietę zauważyłam już dawno i wydała mi się wszechobecna na winnych półkach. I gdzieś tam skrobnęłam sobie mental note, by kupić i spróbować. A tu, proszę, taka zachęta. Ruszyłam zatem do najbliższego marketu, bo jak już wspomniałam, wydawało mi się, że wino jest wszechobecne. Niekoniecznie. Stwierdziłam, że owszem produkty Vinkara są, ale bez bąbelków. Lekki wkurw mnie jednak nie zdemotywował i postanowiłam zalać robaka niepowodzenia. Niech będzie zatem Vinkara, biała mieszanka: turecki szczep Narince, Riesling i Chardonnay. Nazywa się quattro Beyaz, nie mam zielonego pojęcia dlaczego, skoro są trzy szczepy. No, ale niech będzie. I kolejna zagwozdka. Są dwie butelki, mała i duża. W małej płyn delikatnie zaróżowiony, w dużej koloru słomy (nie smoły, jak wypowiedział w myślach na głos jeden z moich mózgów). Musiałam kupić obydwie, nie było wyjścia. Okazuje się, że to bardziej różowe wydaje się być ciut, ale tylko ciut, bardziej wodniste i słodkawe (?). Wino o kolorze słomy ma wyrazisty smak, mocną kwaskowatość, którą temperuje i zaokrągla coś tam, być może właśnie Chardonnay. Ma 13% i kosztuje w okolicach 24TL. Jestem bardzo zadowolona z tego wyboru. Duży plus za relację ceny do jakości. Ciekawa jestem czy wino sprawdzi się jako orzeźwiacz w trakcie stambułskich upałów. Poszukiwania bąbelków trwają.

Na zdjęciu, oprócz prezentowanych win, zostały też uwiecznione dwa obiekty o wartości wielce sentymentalnej, z którymi podróżuję i podróżować będę. Przedstawiam Państwu lampę z domu Babci J. i Dziadzia W. oraz chustę z domu Babci I.

07
lis
11

O Gustach się nie dyskutuje

Gusta się pije. Pszeniczne piwo produkowane przez molocha Efes w wersji jasnej i ciemnej. Na razie próbowałam jasną. Bez nadmiernej ilości gazu, niezbyt kwaskowate i niewodniste. Piana na długo nie zostaje, ale wystarczająco, żeby dorobic wąsy. Butelka 0,33l za 2,15TL.

A ponieważ nadal jestem bez aparatu, to linkuję również fotkę producenta… WordPress znowu szaleje i nie pozwala mi podpinać linków… http://www.efespilsen.com.tr/gusta.aspx

14
cze
11

Na upały bąbelki

…i bąbelkami czyli zimną katalońską (Penedès) cavą leczymy zewnętrzną temperaturę. Raz dodamy soku z pomarańczy, raz puree z brzoskwiń, raz wrzucimy parę słodkich truskawek i zbywamy upały – machnięciem kieliszka.

Najprostrze wino musujące od producenta Frexienet, z gron Macabeo and Parellada, łagodniejsze i o mniej szampańskim charakterze, może trochę nudne w porównaniu do bardziej wytrawnej cavy. Rocznikowa Crianza czyli leżakowana od 15-24 miesięcy o  mocy 11,5% i cenie 37 PLNów pozwala nam pocić się spokojnie na leżaku w cieniu. Dzięki Ci butelko alkoholu.

01
cze
11

Miał być supersajzbluberyszlurpi

Ale były tylko o smaku coli (nie mylić z bakterią – ta z obrzydzeniem singapurską sterylnością wyemigrowała do Malezji) i jabłkowym. Więc jak nie wiadomo co pić, to wiadomo – wódka. Tę przedstawiono mi na kolacji w resstauracji z typową chińską kuchnią. I to nie taką, co się u nasz w lokalach z klimatyzacją i kolesławem na deser zajada. Mówię o chińskiej kuchni, w której je się wszystko – ogon krokodyla, wołowe ścięgna, wieprzowe stópki (nie w galarecie) i kozie jelita… Po posiłku chciałam wypić, wiadomo, profilaktycznie – co by na trzeźwo świata nie oglądać. Bo po co. I dostałam. Ciepła, 56% i smakowa wódka chińska Red Star. Koledzy stwierdzili, że nie piją. To wypiłam za nich. Smak specyficzny, nigdy nie zetknęłam się z takim, więc nie bardzo wiem jak opisać – taka jakaś ziołowa, ale nie jak nasza. I  z ryżu. Jak na ciepłą wódkę o takim woltażu – wchodzi całkiem gładko. I szybko wali – yey! Łażenie po dzielnicy, do której grzeczne dziewczynki się nie zapuszczają, przybiera kolorów mimo, że to nie supersajzbluberyszlurpi.

09
kwi
11

„krajowe wyborowe”*

* Patrz komentarze.

Ale skoro w recenzji wspomniano o etykiecie, to z kronikarskiego obowiązku informuję, że to samo (chyba) sprzedaje się tak (i samurajów można z bliska obejrzeć):

Nie dodaję oceny, bo już raz ocenione. Chociaż dałabym więcej, ale to może wynikać tylko z tego, że porównuję do innych polskich piw.

Aktualizacja: Dodaję ocenę – 2,5.

03
kwi
11

Sobotnie winobranie.

Heh, nie ma niczego przyjemniejszego niż słońce, relaks, dobre wino i smaczne jedzenie. Leniwe sobotnie przedpołudnie spędziłam przy ul. Burakowskiej 5/7 popijając smaczne winko i podjadając różne takie z talerza ze wszystkim po trochu. Lubię tak nadwyrężać swój budżet od czasu do czasu, bo można tutaj powiedzieć co się chce, dostać na spróbowanie czy to faktycznie to i ewentualnie powiedzieć, że nie, woli się to inne. Na wynos wzięłam tutaj chyba tylko raz jedną butelkę, bo poruszam się po tym składzie win jak słoń po składzie porcelany. Ale wczoraj jakoś się przełamałam i weszłam jeszcze raz. Wzięłam najtańszą butelkę wina stojącą tuż przy wyjściu. I bingo!

Za 26zł kupiłam całkiem przyjemne wino katalońskie Masia Perelada Tinto 2009. Lekkie, z rześką kwaskowością, łagodne. Ale, do cholery, nie pytajcie mnie o niuanse, bo cały dzień piłam, zanim tę butelkę otworzyłam. Ale skrzynkę kupię.

27
lut
11

To co z tego, że szaro/buro/wilgotno/zimno?

U mnie na stole lato. Włoskie wina, tanie wina, smaczne wina. Nie może być lepiej.

Chianti Sensi 2009 jest świeże, owocowe z delikatną goryczką po otwarciu butelki, która później zanika. Tak jak zawartość butelki, nie wiadomo kiedy. Czasem wydaje się, że lekko wodniste, ale nawet jeżeli mam rację, to nie przeszkadza. 22zł w Selgrosie. 2,5 gwiazdki.

Rapitala Nero D’avola 2009 z Sycylii. Ciężkie, owocowe, na szczęście z lekką kwasowością i pieprzem. Bardzo dojrzałe ciemne owoce. Za niecałe 24zł w Selgrosie. 2 gwiazdki.

 

20
lut
11

Nie czytać, smutne.

Oprócz chleba powszedniego, pojawia się na stole codzienna butelka wina. Za każdym razem zastanawiam się jaki jest sens zamieszczania lakonicznego opisu, który rabuje czytającym cenne chwile (cóż za optymizm, że ktokolwiek czyta), a mnie duszności łapią od miernoty ziejącej z tego zlepka przypadkowo dobranych słów. Stosując mój preferowany mechanizm obronny (polecam którekolwiek), muszę stwierdzić, że to kwestia oferowanych trunków, poza tym takie fatum.  Najzwyklej dupa (blada, cholerna szerokość geograficzna). A teraz płynnie przechodzę do repertuaru ostatnich dni. Uwaga, powtarzam: płynnie.

Francuskie Chemin des Papes 2008 z regionu Cotes du Rhone nie powala na kolana, nie inspiruje do… no właśnie, nie inspiruje, ale można go wypić do jakiegoś mięcha. My akurat jedliśmy wołowinę w ostrym sosie curry. Nam smakowała, jemu chyba nie bardzo. Temu winu. Zdecydowanie lepiej współgrał z camembertem. Schował kwaskowość i uwydatnił smak seru sera. Wino kosztuje 30zł w Selgrosie i na tyle nie zasługuje. 2*

Tego samego dnia zostało taniej nabyte (i spożyte), bo za 24 zł również w Selgrosie, hiszpańskiej wino Finca la Estacada – Cosecha Propia 2008. Zdecydowanie lepszy wybór niż powyższe francuskie (bo i tańsze). Trochę więcej owoców i pikantności, nie potrzebuje potraw – można popijać od tak. 2,5*

Jeszcze jedno hiszpańskie. Castillo de la Cruz, rok 2001, region Valdepenas. Podobne do francuskiego opisanego wyżej. A szczerze, nie pamiętam. Ceny też nie, raczej w granicach 24 zł. Ale nie było złe, więc 2*.

17
lut
11

Alzacja Kolacja

W drodze do kombinatu słucham Trójki i tam taki gościu, nie pamiętam kto, opowiada o francuskich kulinariach, że niby w Pyrużu do jakiejś słynnej szkoły pichceniu chodzi i gada tak, że sobie myślę no no. A może popołudniem to było, nie pamiętam. I dzisiaj opowiadał o Alzacji i zaczął opowiadać o jakiejś potrawie z tamtych rejonów i mi się ucho włączyło i dalej słuchało o winach z regionu. Że same białe i tylko jedno czernowe Pinot Noir i te białe to same szlachetne niemieszanki, ale tamkie z gestem i kundla wpuszczają, a tym bardziej uszlachetnionego kundla, Edelzwicker, takie to francuskie imię kundla pospolite. No i tak się nasłuchałam tych reklam, że po robocie poszłam i dniówkę wydałam (nie wiem czy moją, bo nigdy nie liczyłam, ale na pewno na kogoś padnie, że taką dniówkę ma) tylko znowu zapomniałam, że nazwę pamiętać było i w końcu nie wiedziałam co, ale że <25pln ma być. Zatem Sylvaner Arthur Metz, 2007. Trochę mnie instruktażowe nalepki irytują, ale sobie co tam. Za 23zł całkiem miłe bezprietensjonalne. Fajne z krewetkami (spu-chnie, spuch-nie).

Porwało mnie przy deserze, bo jeszcz parę kropli pozostało i wspaniale się komponowało (wier-sze, wiersz-eee…) z serem olomunieckim. Tegoż kwasowość wydobyła co najlepsze z tego wina.

26
sty
11

Lager z Barcelony – czerwona Estrella Damm

Gładki, słodkawy, lekki, przyjemny. 5% prądu, jasno słomkowy i mocno gazowany, choć piana (zwana głową) szybko ginie.

Dużą zaletą jest to, że w 1 litrowych butelkach więc szybko można ugasić pragnienie. Masowe piwo przypominające amerykańskie lagery – trochę cytrusowe, z lekkim posmakiem zbóż czy kukurydzy – dobre na lato, zmrożone – do grillownych hamburgerow lub żeberek BBQ. Może dlatego mi smakuje?




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.