We wczorajszej walce o hipotekę wygrał Adamczyk, a dzisiaj w szranki stanęli jałowcowi producenci. W sam raz jako akompaniament do Master and Commander: The Far Side of the World. Widowiskowy film przygodowy – jak na mój gust zbyt wiele wstawek romantycznych pomiędzy kapitanem a jego przyjacielem doktorem, ale w tych czasach romantyzm oznaczał honor i szacunek, a słowo gay oznaczało radość. Wracając do bohaterów dzisiejszego wpisu zacznę od tego, że producent Ginu Lubuskiego jest z Torunia. I jestem przekonana, że nie dorasta do pięt jałowcówce roboty mojego ojca z owoców jałowca rosnącego na mojej ziemi (mimo, że byłam zbyt młoda, by skosztować). Tak samo Gin Lubuski przegrywa z Gordon’s. Ten ostatni cechuje się wyrazistym smakiem jałowca, nie daje się zdominować smakowi toniku i limonki. Na dniach mam zamiar spróbować Bombay Sapphire. Btw, popijanie ginu to głęboki worek wspomnień z kraju klonowego liścia :) I idealne na obecne upały, które w ogóle się nie przykrzą. 700ml Lubuskiego w sklepie osiedlowym = 40pln, 700ml Gordon’s = 50pln w Selgrosie. Ocena 3 kieliszków dla Gordon’s.

Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.
poPili i gadają