Archiwum autora dla
w środę wieczorkiem …
last minute:
najpierw wpada W.
zestaw standardowy: żołądkowa, żywiec i jointy (palimy w kuchni, nie wiem czemu)
potem wpada K. z dziewczyną i tanim różowym polskim winem. smakuje dobrze, nie będę opisywał
a w tle jakieś tam przekąski
no i moja kolorowa faworyta: żurawinówka lubelska wyciągnięta z zamrażalnika
pijemy, palimy, jemy, rozmawiamy
potem wszyscy wychodzą
zostaję sam z resztą wódki
nawet nie chce mi się liczyć gwiazdek i kieliszków
niby fajnie ale wcale nie okej :/
pa pa
moje stanowcze NIE!
bimberek od bauera
syropek
taki jestem chory
mam ze dwa rodzaje zwierzęcej grypy
poszedłem do Kałlandu do apteki po jakiś gripeks. no i przez przypadek przeszedłem obok monopolowego. a tam proma: 8.99. kupiłem. to co może miałem lepiej gripeks w tej cenie kupić i truć się prochami?
da się pić. gripeks w smaku pewnie gorszy.
nawet teraz żałuję że dwóch nie wziąłem.
tokaji tuż przed walką
echo, echo
Na okładce piszą tak: “Inspiracją przy tworzeniu wina Echo Falls było piękno i siła wodospadów w pobliżu doliny Yosemite” a dalej: “To kalifornijskie, wino czerwone wino zostało stworzone przy wykorzystaniu nowoczesnych technik produkcji, którym zawdzięcza swą gładkość i owocowy charakter”.
Ta nowoczesność to chyba tylko zakręcana butelka. Aromat miało mieć śliwki. No, ja nie poczułem. Wodniste jakieś, takie tekturowe. Kolor mętnawy. Kwaśne strasznie, niesłodki kompot. Do głowy chociaż uderza – 12.5%. Po 2/3 butelki żyję i nawet fajnie się czuję. A czemu kupiłem? Bo pani z najbliższego stoiska alkoholowego powiedziała że “ładnie im schodzi”. A pić się chciało. Chyba nie mam gustu podobnego do okolicznych wielbicieli tanioszki. Cena 11.90. Przepłaciłem :)
Choć przyznam się że ze smakiem dzisiaj u mnie kiepsko. Wczoraj zdecydowanie przedawkowałem. Na poprawę smaku zjem ciasto drożdżowe z ciepłym mleczkiem – mamusia upiekła.
Niewinna Przygoda
pracowałem wtedy w miejscu wktórym piło się tak dużo, że picia nikt nie zauważał
piło się wódkę, wyroby własne – piwa w żadnym wypadku bo “piwo śmierdziało”
poczęstowany zostałem o godzinie 6.45 wieloowocywym winem domowej produkcji
degustację zacząłem od skosztowania pełnej szklanki od herbaty wypitej praktycznie duszkiem
tak nakazywała etykieta
* Region: Małopolska
* Szczepy: ???
* Apelacja: ???
* Producent: pan Gustek
* Cena: 0 pln
winko było po prostu pyszne, jak babciny domowy sok owocowy – bardzo gęste, bardzo słodkie; powoli, powolutku spływało sobie w głąb Zeta
ale nie smak, nie zapach, nie kolor był ważny
trunek ten miał jedną, niepowtarzalną, legendarną cechę: atakował ośrodkowy układ nerwowy w ten sposób, że wstać z krzesełka NO, NIE DAŁO SIĘ
omijał głowę, atakował najpierw nogi, potem ręce a na końcu gędę wywołując głupawy uśmiech i szklane oczy
umysł pracował jasno
ciało jednak z umysłem nie współpracowało
ciała nie było
błogość, jaka mnie ogarnęła, pełnia szczęście i ten dystans do świata zewnętrznego można porównać tylko z radością jaką daje garść zjedzonych świeżych grzybów halucynogennych
no a potem była druga szklaneczka, trzecia, i chyba jeszcze czwarta, ale głowy nie dam
o 7.15 ucho usłyszało:
“kurwapomóżciekurwachłopakowikurwabokurwajakkurwaprzyjdziekurwamajsterkurwatokurwaznówkurwabędziekurwadarłkurwaryłokuwraichuj”
od tej pory lubię mocne alkohole
bo pan Gustek nie był sknerą – spirytusu wlanego do dymiona nie liczył
i te 55-60% winko musiało mieć
zdjęcia nie mam
może to i lepiej?









poPili i gadają