Archiwum autora dla

08
mar
12

Nie ma kawy, są tureckie drożdże

Zachciało mi się wrócić do jako tako przestrzeganej przeze mnie w PL tradycji spożywania bąbelków w soboty i niedziele. Bąbelki są fajne: można się elęgancko nawalić (jak Marlene Dietrich lub Marylin Monroe), są schłodzone (co za parę miesięcy będzie dosyć istotne), stymulują perystaltykę jelit (tak mi się wydaję i tej wersji będę się trzymać). Niestety, wybór nie zachwyca, a to co jest na półkach (przynajmniej w przypadku tureckich produktów) jest nasycane dwutlenkiem węgla. Nie znam się na sztuce tworzenia prawdziwych bąbelków, ale podobno są rezultatem ciężkiej pracy fermentacyjnej dzielnych drożdży zamkniętych w butelce. I takich właśnie win musujących szukam na weekendowe przed- lub popołudnia. Od jakiegoś czasu poluję na bąbelki Vinkary, ale nigdzie nie są dostępne.  A jak już znalazłam, to zaskoczyła mnie cena, ubzdurałam sobie, że też będzie to w okolicy 25TL. Z tego zaskoczenia wybrałam butelke obok za 55TL. Cameo d’oro, producent Kayra. Mocno wyczuwalne drożdże i jabłko. Plus za nieagresyne bąbelki. Minus za brak wyraźnej wytrawności i mineralności, jak dla mnie zbyt owocowe. Jakość ok, ale w słabej relacji do ceny. Do czasu znalezienia zastępstwa, pozostaniemy w jako takiej przyjaźni. Pite ze szklanki do rakı, bo kształtem jej najbliżej do bąbelkoweg0 kieliszka.

31
sty
12

kto szuka, ten znajdzie

Niekoniecznie obiekt porządania (znowu przesadzam), ale w każdym razie coś. Pojawiła sie kolejna recenzja win tureckich, tym razem trochę spóźnony (hellooooł!) opis bąbelków. Ucieszyłam się, bo charakterystyczną etykietę zauważyłam już dawno i wydała mi się wszechobecna na winnych półkach. I gdzieś tam skrobnęłam sobie mental note, by kupić i spróbować. A tu, proszę, taka zachęta. Ruszyłam zatem do najbliższego marketu, bo jak już wspomniałam, wydawało mi się, że wino jest wszechobecne. Niekoniecznie. Stwierdziłam, że owszem produkty Vinkara są, ale bez bąbelków. Lekki wkurw mnie jednak nie zdemotywował i postanowiłam zalać robaka niepowodzenia. Niech będzie zatem Vinkara, biała mieszanka: turecki szczep Narince, Riesling i Chardonnay. Nazywa się quattro Beyaz, nie mam zielonego pojęcia dlaczego, skoro są trzy szczepy. No, ale niech będzie. I kolejna zagwozdka. Są dwie butelki, mała i duża. W małej płyn delikatnie zaróżowiony, w dużej koloru słomy (nie smoły, jak wypowiedział w myślach na głos jeden z moich mózgów). Musiałam kupić obydwie, nie było wyjścia. Okazuje się, że to bardziej różowe wydaje się być ciut, ale tylko ciut, bardziej wodniste i słodkawe (?). Wino o kolorze słomy ma wyrazisty smak, mocną kwaskowatość, którą temperuje i zaokrągla coś tam, być może właśnie Chardonnay. Ma 13% i kosztuje w okolicach 24TL. Jestem bardzo zadowolona z tego wyboru. Duży plus za relację ceny do jakości. Ciekawa jestem czy wino sprawdzi się jako orzeźwiacz w trakcie stambułskich upałów. Poszukiwania bąbelków trwają.

Na zdjęciu, oprócz prezentowanych win, zostały też uwiecznione dwa obiekty o wartości wielce sentymentalnej, z którymi podróżuję i podróżować będę. Przedstawiam Państwu lampę z domu Babci J. i Dziadzia W. oraz chustę z domu Babci I.

15
gru
11

Pierwsza!

Było już tureckie czerwone wino? Nie było. No to jestem pierwszaaaaaaaaaaa…aa.a…. Turcja na razie raczkuje (krótka historia tu, nie będę przepisywać) i tu od razu sobie wyobraziłam, że dawne wyciskanie winogron stopami tutaj odbywa się na razie kolanami i nadgarstkami. Cóż za poezja, ale musicie mi wybaczyć, właśnie obaliłam butelkę wspomnianego tureckiego czerwonego wina. Obaliłam, tak, to dobre wyrażenie, bo trochę z onym walczyłam. Kwaśne niemiłosiernie, a do tego waliło maliną i wiśnią (?) albo innym ciemnym i kwaśnym owocem. Ale nie bójta się wójta*, tonący brzytwy się chwyta*. Wspaniałym neutralizatorem dla tych skwaśniałych sików okazał się kozi ser rozbełtany w oliwie z oliwek. Z takim rozwiązaniem można śmiało sięgać do najniższej półki. Wyczytałam, że w niejakim Metro (à la Selgros, Macro) są nawet okazy po 7TL. Strach się bać*.Ten tutaj, na obrazku poniżej, kosztował 36TL, więc nie dziw, że szkoda było dać mu wolność wypuszczając przez dziurę w zlewozmywaku. Nawet strach dodawać do gotowania, bo zakwasi. Ok, wystarczy tych uprzejmości, zatem przedstawiam: Buzbağ Rezerv 2007 (to wszystko za karę, że taki rocznik wzięła z półki supermarkietu) z południowo-wschodniej prowincji Elazığ, czerwone i wytrawne, 13,5%, z mieszanki dwóch lokalnych gatunków Öküzgözü i Boğazkere.

07
lis
11

O Gustach się nie dyskutuje

Gusta się pije. Pszeniczne piwo produkowane przez molocha Efes w wersji jasnej i ciemnej. Na razie próbowałam jasną. Bez nadmiernej ilości gazu, niezbyt kwaskowate i niewodniste. Piana na długo nie zostaje, ale wystarczająco, żeby dorobic wąsy. Butelka 0,33l za 2,15TL.

A ponieważ nadal jestem bez aparatu, to linkuję również fotkę producenta… WordPress znowu szaleje i nie pozwala mi podpinać linków… http://www.efespilsen.com.tr/gusta.aspx

11
lip
11

Malinowe gówno

Coś, co miało być piwem framboise (tak, mieliśmy już tę dyskusję) okazało się być nachalnym napojem musującym zmieszanym z syropem malinowym… Zapakowane w papier, który wyrzuciłam. Na szczęście, bo nie pamiętam nazwy i nie będzie kusiło. Dodam tylko, że sprzedawane w Auchan. Pfuj.

10
lip
11

Zapomniane bąbelki

Gdzieś, kiedyś… nie pamiętam skąd i za ile (ale chyba w okolicach 40zł max). Ale pamiętam, że całkiem niezłe bąbelki, bardzo wytrawne i bardzo mineralne. I takie lubie.  Dla porządku przedstawiam: Monasteriolo Cava Brut.

09
lip
11

Propozycja na weekend

01
cze
11

Miał być supersajzbluberyszlurpi

Ale były tylko o smaku coli (nie mylić z bakterią – ta z obrzydzeniem singapurską sterylnością wyemigrowała do Malezji) i jabłkowym. Więc jak nie wiadomo co pić, to wiadomo – wódka. Tę przedstawiono mi na kolacji w resstauracji z typową chińską kuchnią. I to nie taką, co się u nasz w lokalach z klimatyzacją i kolesławem na deser zajada. Mówię o chińskiej kuchni, w której je się wszystko – ogon krokodyla, wołowe ścięgna, wieprzowe stópki (nie w galarecie) i kozie jelita… Po posiłku chciałam wypić, wiadomo, profilaktycznie – co by na trzeźwo świata nie oglądać. Bo po co. I dostałam. Ciepła, 56% i smakowa wódka chińska Red Star. Koledzy stwierdzili, że nie piją. To wypiłam za nich. Smak specyficzny, nigdy nie zetknęłam się z takim, więc nie bardzo wiem jak opisać – taka jakaś ziołowa, ale nie jak nasza. I  z ryżu. Jak na ciepłą wódkę o takim woltażu – wchodzi całkiem gładko. I szybko wali – yey! Łażenie po dzielnicy, do której grzeczne dziewczynki się nie zapuszczają, przybiera kolorów mimo, że to nie supersajzbluberyszlurpi.

23
maj
11

Super piwo!

A dlaczego? Bo za darmo, i to dwa razy. Wystarczy zamówić jedzenie. Tajskie piwo Chang Beer (żeby nie było wątpliwości) serwowane w singapurskiej knajpie. Im cieplejsze, tym więcej uwalnia aromatów. Czuję w nim aromat miodu, ale dużo dużo bardziej subtelny niż w naszych rodzimych miodowych. Poza tym owoc i jest nim lychee. Lekkie, do szybkiego wypicia w tropikowych warunkach. 5%. Kosmos Cosmos Brewery.

08
maj
11

Lata mucha

Ona koło nosa, albo jej bąbelki. Odwiedziliśmy nowy sklep, który chyba rywalizuje z Mielżyńskim. Ten ostatni ma przynajmniej kilka pozycji poniżej 30zł. Co jest dla nas zgubą i barierą. Tak, pamiętamy i pracujemy nad tym.

Dla stałych klientów Joseph proponuje 10% zniżki, a warunkiem by dostać kartę jest bycie zauważonym (jest dwóch sprzedawców). Zatem na dobry start strzeliłam parę niezapomnianych tekstów. I kupiłam wino musujące – najtańsze chyba. Prosto być nie może, więc winogrona wyhodowane w Czechach zostały przetransportowane do Francji i tam, jak Kopciuszek w prawie księżniczkę, zostały przeistoczone  w prawie szampana – sekt. Mucha sekt.

Zacznę od etykiety, bo jest wyjątkowo w moim guście. Kapiące złoto i goła baba w sam raz. Po wyzwoleniu korka do kieliszka przelał się na mój gust lekko zbyt bąbelkowany napój, z melonem w roli głównej. Bardzo wytrawny, ściągający dziąsła. Za 32zł najlepszy, który miałam na razie okazję próbować w tej okolicy cenowej.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.