prosto z Serbii
prosto w gardło
miód
malina
akurat na lato, akurat po posiłku (przed i w trakcie też wskazane, ale w stołówce skończyła się koncesja na alkohol więc nie podawali)
wyraźna goryczka
smak taki jak trzeba, niczym nie dręczy, nic nie przeszkadza
poezja
tylko 4% alko i 1,75 zł w żabce
podmiot odpowiedzialny za nasze dobre samopoczucie: Browar Witnica
leje się piwo na Rynku – zasadzie to wszystko już piłem wcześniej, więc skusiłem się na Raciborskie jasne.
w litewskim kuflu plaśtykowym podali
zeta skroili tytułem naPiwku
ale
piwko dobre – bez szaleństwale dobre
(wcześniej piłem belgijskie jakieś, ale nie pamiętam nazwy, bo była trudna ;o)
w sobotę mają do browara (i wina) robić jakies potrawy, ale mnie chyba w mieście nie będzie – jakby co to przybywajcie “Europa na widelcu” się to nazywa.
w niemieckim sklepie mają w tej samej cenie (9,99)
biedronka trzyma poziom – może trochę “rzadsze” niż lidlowe, a może tylko tak się wydaje
do picia codziennego akurat
w każdym razie z pobliskiej biedronki wyparowało z regałów i musieliśmy się udać do następnej
jest też DOC ale kosztuje 17 pln to na razie się nie skusimy

lidla co był po drodze nam zamknęło i nie zdążyliśmy się w cenach obniżonych załopatrzyć…
za to w biedronce nowości
z powodu nikczemnej płynności finansowej pobraliśmy do organoleptycznych testów tylko uwidocznioną na obrazku butelkę włoskiego soczku w cenie 9,99 zł
bardzo przyjemne
lekkie, strawne, bez pretensji
jeśli nie przeszkadzają wam wizyty teściowej, to spokojnie możecie jej podać z miną Bieńczyka lub też tego sławnego aktora z teatru bankowego, co wina sprzedaje, że to jest wyborne włoskie wino o delikatnym smaku, subtelnym bukiecie i łagodnym finiszu.
Matka w prawie na pewno nie ucieknie w popłochu i będzie cieszyła się z tak dobrego zięcia.
jak tylko uciułamy kolejną dyszkę, to nabędziemy d’Abruzzo i sprawdzimy czy aby nie lepsze od lidlowego
Stevic wraz znajomymi spędzili większą część środowej nocy na spożywaniu napojów wyskokowych. W pewnym momencie postanowili pójść na plażę, aby zażyć odświeżającej kąpieli. Towarzystwo dotarło na molo wybiegające w morze. Kompletnie pijany Stevic dostrzegł na nim dość wysoko umieszczoną skocznię i zrobił to, czego można było się spodziewać po mężczyźnie w takiej sytuacji.
- Dragan wspiął się na skocznię, kazał potrzymać swoje piwo i po prostu skoczył. Nawet nie zdążyłem zareagować – mówi jeden z jego znajomych, Milovan. Pomimo stanu upojenia, Stevic sprawnie rozpędził się, skoczył na nogi do wody i zniknął znajomym z pola widzenia. Zastanowił ich relatywnie słaby rozbryzg wody i przytłumiony dźwięk jaki Serb wydał, kiedy powinien wpaść do wody.
Po chwili poszukiwań znaleźli Dragana na brzegu, narzekającego na skręconą kostkę, ponieważ “woda była twardsza niż się spodziewał”. Jak się okazało, noga skoczka wcale nie natrafiła na płyciznę bądź skałę, ale na głowę przepływającego pod pomostem rekina. Silne uderzenie w czuły punkt zabiło drapieżnika na miejscu. Jego cielsko znalazła i zabezpieczyła nad ranem policja, która potwierdza tę cokolwiek niezwykłą, wersję wydarzeń.
Ataki rekina, bądź rekinów, od końca listopada terroryzowały Sharm el-Sheik. Zginęła niemiecka turystka, a czwórka Rosjan została ranna.
poPili i gadają